niedziela, 20 sierpnia 2017

Rozdział 6

Matsumoto zacisnęła ręce, jakiej zdrady? Co takiego mogło się zdarzyć w tych kilku godzinach, kiedy ona i Hinamori zostały odesłane do Soul Society? Kapitan miał zostać tam jeszcze tylko chwilkę, żeby dopilnować, że wszystko jest w porządku i wrócić.
- A to podobno jinchuriki nie mają serca - mruknął Simia, uwalniając się z uchwytu bliźniaczek. - Dobra staruszku, wyjaśnijmy sobie coś. Gówno mnie obchodzi co o tym myślisz, chcesz tego czy nie dzieciaka zabieramy ze sobą...
- Kim wy w ogóle jesteście?! - krzyknęła Matsumoto, mieli go zabrać, ale po co? Gdzie?
Mężczyzna spojrzał na nią. Czuła jak coś przyciska ją do podłogi, jego reiatsu było potężne. Spuściła głowa, dysząc ciężko. Nie była w stanie spojrzeć na niego, sprawiało jej to wręcz ból.
- Przestań, Simia. Zaraz ją zabijesz - Harenae kątem oka spojrzała na Hitsugayę. - A dla niego wydaje się być kimś ważnym.
Simia prychnął, ale odwrócił posłusznie wzrok, który zaraz utkwił z powrotem w głównodowodzącym. Matsumoto upadła na kolana, opierając ręce na podłodze, żeby kompletnie nie upaść. Obok niej pojawił się Hitsugaya, upewniając się, że kobiecie nic nie jest, spojrzał na Simię oskarżającym wzrokiem, tak, teraz na pewno pozwolą mu zostać.
- Dobra, wracając do - zgiął się w pół i syknął, kiedy bliźniaczki z obojętnością wbiły mu łokcie pod żebra. - Wy małe!
Były od niego o głowę niższe, więc nie miały problemu, żeby zadać taki cios. Jedna z nich chwyciła go za tył ubrania i rzuciła, posyłając go na drugi koniec sali. Simia uderzył w ścianę, wzbijając przy tym pył, który zasłonił miejsce jego upadku.
- W sprawach negocjacji jesteś idiotą, więc siedź cicho i słuchaj - obojętnie przeskanowały każdego z obecnych, by w końcu utkwić wzrok w Yamamoto. - Jestem Harenae Speculo, to moja siostra Ignis, jak pewnie już wiesz jesteśmy jinchuriki - Parę osób spojrzały na nie podejrzanie, jednak nic nie powiedziały. - Sądzę jednak, że nie wszyscy wiedzą co oznacza to słowo.
Ignis westchnęła, więc sprawa wyjaśnienia tego spoczęła na jej barkach. Najchętniej w ogóle by się nie odzywała, przecież to byli shinigami, ci sami którzy chcieli ich zabić. Prychnęła, jednak po chwili westchnęła, przewracając oczami.
- Jinchuriki to ludzie, w których zapieczętowane zostały demony, proste? Proste - kątem oka przyuważyła, jak roboto-podobny shinigami zastanawia się nad czymś. - I nie, nie mamy innego określenia na pustych - dodała.
Simia zdążył już wydostać się z gruzów i prychając co chwila i wytrzepując z włosów odłamki tynku, stanął za bliźniaczkami, już szykował srogą zemstę dla nich. Harenae uważniej zaczęła obserwować głównodowodzącego, kiedy ten otworzył oczy. Dużo łatwiej było po prostu zabrać chłopaka, ignorując wszystkie formalności i zdanie Toshiro. Jednak zdawała sobie sprawę, że gdyby to zrobiła dziewiątka byłby zły, nie chciał nikogo zabierać na siłę, co prędzej czy później go zniszczy.
- Czego chcecie od Soul Society? - zapytał, a jego głos rozniósł się echem po sali.
Harenae przewróciła oczami, przecież wszystko zostało wyjaśnione w liście, ale oczywiście, wyczytali z niego tylko to, że do Soul Society przybędą niebezpieczne osoby, które trzeba skuć lub zabić.
- Tak jak pisaliśmy w liście, Toshiro Hitsugaya jest jinchuriki, dlatego musi przejść trening, by zapanować nad Isobu.
Harenae przewróciła oczami, najpierw oskarżają o zdradę, później pomimo listu nie wiedzą czego chcą. No normalnie nerwicy dostać można. Zirytowana spoglądała na głównodowodzącego, który wydawał się zastanawiać nad czymś. Zanim jednak odpowiedział, ktoś inny zabrał głos.
- Czym są demony? Chętnie zrobiłbym na was parę eksperymentów.
Bliźniaczki spojrzały na niego groźnie i w razie czego odsunęły się nieco. Od takiego typu ludzi trzeba trzymać się jak najdalej, nigdy nie wiadomo jaki będzie ich następny ruch. Simia za to uśmiechnął się kpiąco, w razie walki z nim mógł powiedzieć, że to była samoobrona.
- Więc może zawalczymy? Przekonasz się na własnej skórze o naszej sile - zrobił krok w kierunku roboto-podobnego shinigami.
Bliźniaczki westchnęły i w ostatniej chwili złapały Simię, żeby nie rzucił się na przeciwnika. Pociągnęły go na ziemię, gdzie usiadł i siłą przytrzymały go, żeby nie wstał. Walcząc z potencjalnymi sojusznikami nie poprawi ich reputacji, a jedynie ludzie będą bardziej się ich bać.
- Hę, więc chcesz walczyć? Co powiesz na pojedynek ze mną?
Wszystkie osoby obecne na sali spojrzały na Kenpachiego, który z pewnym siebie uśmieszkiem obserwował gości. Simia odwzajemnił uśmiech i wyrwał się bliźniaczkom.
- Bardzo chętnie - odpowiedział, oblizując językiem usta, był podekscytowany możliwością walki.
Yamamoto uderzył laską w ziemię, zwracając na siebie uwagę. Kapitanowie i jinchuriki pozwalali sobie na nieco za dużo.
- Dosyć - powiedział jedynie, ale wszyscy zamilkli. - Toshiro Hitsugaya - spojrzał na chłopaka, który wciąż stał koło Matsumoto. - Dlaczego ukryłeś fakt kim jesteś?
Toshiro spojrzał na Yamamoto rozszerzonymi oczami. Ukrył? Jak mógł ukryć coś o czym nawet nie miał pojęcia?
- Nic o tym nie wiedziałem - odpowiedział, spuszczając głowę w geście szacunku.
Yamamoto zamyślił się. Harenae zacisnęła ręce, chciała jak najszybciej stamtąd wyjść, z tego co wywnioskowała z samej obserwacji to jej siostra też. Jedynie Simia uśmiechał się kpiąco i obserwował Kenpachiego. To miejsce przywoływało jedynie złe wspomnienia. Przez chwilę przed oczami mignęło jej to samo miejsce, ale całe skąpane we krwi. Potrząsnęła gwałtownie głową, aby odpędzić obraz.
- W takim razie Toshiro Hitsugaya przejdzie trening. O jego późniejszej przyszłości jako kapitana zdecydujemy po skończeniu treningu.
Harenae uśmiechnęła się minimalnie i westchnęła z ulgą. W końcu mogli opuścić to pomieszczenie i wrócić do siedziby. Kiwnęła głową do Toshiro i odwróciła się wraz z innymi w kierunku wyjścia. Toshiro zacisnął na chwile ręce, ale zaraz później je rozluźnił.
- Przepraszam, Matsumoto - wstał i odszedł parę kroków, gdy przypomniał sobie jeszcze o czymś, odwrócił głowę w kierunku kobiety. - Przeproś ode mnie też Hinamori, dobrze?
Uśmiechnął się delikatnie, nieco przepraszająco i dogonił pozostałych jinchuriki.

sobota, 19 sierpnia 2017

Rozdział 5

Obudził go hałas, dochodzący z pokoju obok. Poprzedniego dnia omówili cały plan działania, jakimś cudem namówili Simia, żeby poszedł razem z nimi. Potem został odeskortowany do pokoju, żeby wypoczął i jedynie poinformowany, że z samego rana wyruszają. Wstał z futonu i przeciągnął się. Nie dostał gigai, bo jak to stwierdził Urahara 'na tak krótki czas będzie to jedynie marnotrawstwo.' Otworzył drzwi i wyszedł z pokoju. Hałas nasilał się z każdą chwilą, co było dla niego nieco niepokojące.
- O, dzieciątko się już obudziło - zacisnął pięści, ale nie dał się sprowokować Simie.
Bez słowa minął go i skierował się do kolejnego pokoju. Był kapitanem, nie mógł sobie pozwolić na wybuch szału przez jakiegoś idiotę. Zwiesił nieco głowę, a co jeśli już nie będzie kapitanem? Soul Society go wygna, tak samo jak resztę jinchuriki. Co wtedy będzie z Matsumoto, pewnie pochowa wszystkie dokumenty za kanapę i będzie udawała, że nie wie gdzie są. Uśmiechnął się lekko na tę myśl. Zaraz jednak zrzedła mu mina. A Hinamori? Niby już się pogodziła ze zdradą Aizena, ale...
Potrząsnął głową, żeby pozbyć się natrętnych myśli. Wolał trzymać się tej nadziei, że rada czterdziestu sześciu pozwoli mu zostać. Ale jak to mówią 'nadzieja matką głupich'.
- Nasza królewna już się obudziła.
Nie spostrzegł nawet kiedy dotarli do pokoju w którym przebywały bliźniaczki. Chwycił jabłko z półmiska leżącego na stoliku i ugryzł je.
- Wysłałyśmy wczoraj list, już oczekują naszego przybycia.
Przytaknął i z rosnącym niepokojem obserwował jak otwierało się przejście do Soul Society. Ogryzek wyrzucił do kosza stojącego w kącie i ruszył za jinchuriki. Światło otoczyło ich ze wszystkich stron, jedynym widocznym elementem był mały czarny motyl, przewodnik. Już po chwili wyszli przez Sekaimon trafiając do Soul Society. Pierwszym co rzucało się w oczy to shinigami. Uzbrojeni, z aktywowanym shikai. Bliźniaczki i Simia rozejrzeli się po okolicy, przez chwilę miał wrażenie, że wzdrygnęli się lekko.
- Jak ja nienawidzę tego miejsca.
Simia fuknął na zbliżającego się shinigami, który podskoczył i mało brakowało, żeby nie zasłonił się zanpakuto. Toshiro zacisnął pięści, na niego też będą tak reagowali? Przerażeniem, chęcią ucieczki? Nie chciał być kimś takim, może i miał dość traktowania go jak dzieciaka, ale nie chciał rządzić dziesiątym oddziałem przez pryzmat strachu.
- M-mamy z-zabrać was d-do G-głównodowodzącego - wyjąkał i zaraz odsunął się na bezpieczniejszą odległość.
Spuścił głowę i podążył za prowadzącym ich shinigami. Nie chciał tego, nigdy nie prosił o więcej siły, nie chciał strachu, dlaczego on? Dlaczego nie na przykład Zaraki?
- Bu! - Simia krzyknął do jednego z shinigami, który podskoczył i wpadł na paru innych, którzy pod wpływem uderzenia upadli na ziemię.
Simia zaśmiał się perfidnie, obserwując 'poległych'. Bliźniaczki pokręciły głowami z politowaniem i bez słowa ruszyły dalej, biorąc pod ramię Simię i ciągnąc go za sobą. Spoglądał na jinchuriki niepewnie, jak mógł być taki szczęśliwy ze strachu jaki powodował. Można by się wręcz pokusić o stwierdzenie, że dobrze dogadałby się z Kenpachim. W oddali, piętrząc się ponad inne budynki, stała główna siedziba pierwszej dywizji, gdzie pewnie zostało zwołane nadzwyczajne zebranie kapitanów. Było to miejsce, które bardzo dobrze pamiętał, miejsce gdzie nieraz otrzymywał rozkazy pojmania kogoś. Teraz to on był tym którego trzeba było pojmać. Spiął się, kiedy wrota do siedziby otwarły się, jego przesłuchanie właśnie się zaczyna.
Matsumoto niespokojnie stała, reprezentując kapitana dziesiątej dywizji. Uważała to za dziwne, nawet jeśli jakiś kapitan był w świecie żywych to w przypadku nadzwyczajnego spotkania był natychmiast sprowadzany. W dodatku nie został podany powód spotkania, co też nie zdarzało się często. Inni kapitanowie też wydawali się być zdziwieni jej obecnością. Zwróciła wzrok w kierunku drzwi, które powoli otwierały się powoli. Niecierpliwe wypatrywała gości, którzy mieli się zjawić. Pierwsze zauważyła bliźniaczki, kolor ich włosów był dość dziwny, ale i dziwniejsze się zdarzały. Prowadziły starszego od siebie mężczyznę, przez chwilę wydawało jej się, że to właśnie przez niego zostało zwołane zebranie. Jednak po chwili zobaczyła swojego kapitana, szedł ze schyloną głową jak na ścięcie, za nim szli shinigami w pełni uzbrojeni i gotowi do ataku. O co tu chodziło?!
Yamamoto uderzył laską o podłogę, uciszając harmider, który powstał po tym jak wprowadzeni zostali jinchuriki. Matsumoto próbowała zachować spokój, ale jej ręce trzęsły się, a sama była na granicy płaczu, kapitan nawet nie spojrzał w jej stronę.
- Zebraliśmy się tu dzisiaj, aby omówić sprawę możliwej zdrady kapitana dziesiątej dywizji, Toshiro Hitsugayi.
Toshiro podniósł głowę z niedowierzaniem wpatrując się w głównodowodzącego. Jakiej zdrady? Przecież on nic nie wiedział o tym, że jest jinchuriki, jak mógł ich zdradzić? Chciał krzyknąć, zaprzeczyć, jednak głos uwiązł mu w gardle. Był zdrajcą?

Rozdział 4

Toshiro odkaszlnął i dał za wygraną, kładąc głowę na poduszce. Był zbyt zmęczony, by się dalej kłócić.
- Poinformowałeś już Soul Society, Urahara? - spytała Harenae podejrzliwym tonem.
Spojrzał na Kisuke z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony, gdyby wszyscy się dowiedzieli jak bardzo jinchuriki są niebezpieczni to trzymaliby się od niego z daleka, ale z drugiej w końcu przestałby być traktowany jak dziecko. Jednak jeszcze jedna kwestia nie dawała mu spokoju, jak niby miał zapanować nad demonem, który w nim tkwił? Spodziewał się raczej bólu, kiedy tamten będzie chciał wyjść na wolność, a tam gdzie się znalazł było bardzo uspokajająco.
- Tak, chociaż nie wiem czy wezmą to na poważnie - Urahara zakrył uśmiech wachlarzem. - Jakby nie patrzeć wielu ludziom żyjącym wtedy po prostu wmówili, że to tylko legenda.
Prychnął, a jak niby wyjaśnili śmierć tylu shinigami? Niebywale silny pusty? Spojrzał na okno, skąd wyczuł nieznane mu reiatsu. Pomimo tego, że nie wiedział do kogo należało, wydawało mu się minimalnie znajome. Przemknęło mu przez myśl, że to kolejny jinchuriki, ale przecież po co cała gromadka miałaby się tutaj zbierać.
W oknie siedział na oko czterdziestoletni mężczyzna o krótkich brązowych włosach, zielonych oczach, na prawej ręce miał tatuaż, bardzo podobny do tatuażu bliźniaczek, był w czarnym podkoszulku i szarych luźnych spodniach, na nogach miał zwyczajne buty shinigami, które nijak nie pasowały do reszty stroju, uśmiechał się kpiąco i obserwował otoczenie. W dłoni trzymał niewielki list, jednak nie było zapisanego na nim jakiegokolwiek adresu.
- A ty tu czego, Simia? - Harenae spojrzała na mężczyznę nieco znudzoną. - Nie wydaje mi się, żebyśmy potrzebowały pomocy.
Mężczyna prychnął i zwrócił wzrok na niego, wydawało mu się, że w jego oczach błysnęła pogarda. Odwzajemnił spojrzenie z trudem siadając, żeby nie pokazać mu, że jest gorszy. Jego ciało wręcz krzyczało, żeby dać mu trochę spokoju, ale dumnie wyprostował się i spojrzał na mężczyznę, którego Harenae nazwała Simią.
- Więc to jest trójka, co? - odpowiedział, ignorując wcześniejsze pytanie dziewczyny. - Spodziewałem się kogoś dorosłego, a co dostajemy, dzieciaka, który w dodatku bawi się w kapitana.
Zmrużył oczy i wściekle spojrzał na mężczyznę. Mógł wybaczyć to, że mylono go z osobą niepełnoletnią, mógł bez skargi pójść do świata żywych i 'bawić się' w ucznia liceum. Ale insynuacji, że bawi się w kapitana, już nie mógł. Za dużo czasu spędził, aby obrać to posadę, że takiego lekceważenia przebaczyć po prostu nie mógł.
- Jestem kapitanem dziesiątej dywizji, Hitsugaya Toshiro. A ty niby kim jesteś, co? - warknął, minimalnie zbliżając rękę do leżącego obok niego Hyorinmaru.
- Jinchuriki Son goku, co zmierza do tego, że jesteś ode mnie słabszy, dzieciaku. W szkole cię nie uczyli, że do starszych ma się szacunek.
Harenae westchnęła, miała takie przeczucie, że ich spotkanie właśnie tak się zacznie, wiecznie trwającą wojną. Jednak nie to teraz zajmowało jej myśli. Bardziej niepokoiła się po co Simia tutaj przyszedł. Z własnej woli na pewno, w życiu by nie zbliżył się do shinigami w innym celu niż zabicie ich. Postanowiła zareagować, kiedy Toshiro spróbował chwycić swój miecz. Z łatwością przyciągnęła Hyorinmaru do siebie, chwyciła go i odwróciła się do Simy, ignorując oburzony krzyk Hitsugayi.
- Więc, czego tu chcesz?
Simia westchnął, mamrocząc coś pod nosem, że nawet pobawić się nie dadzą i rzucił w jej kierunku list. Zręcznie go złapała i obejrzała. Teraz już nie miała wątpliwości, że przysłał go dziewiątka. Zerwała pieczęć i wyjęła kartkę. Szybko przeczytała tekst i przewróciła oczami.
- Ignis! Chodź tutaj! - Krzyknęła, puszczając list, który od razu zajął się ogniem.
- Jesteś pewna, że cię usłyszy - Orihime niepewnie spojrzała na nią. - Może po nią pójdę?
Zaprzeczyła, kręcąc głową, dobrze wiedziała, że minie chwila zanim Ignis przyjdzie. Jej siostra nie chciała spotkać żadnego shinigami, a ona podzielała jej zdanie, jednak jinchuriki stawia sprawę w kompletnie innym świetle.
Drzwi do pokoju otworzyły się, a w progu stanęła Ignis, mierząc zebranych nieprzyjemnym spojrzeniem. Kiedy zobaczyła Simia w jej oczach błysnęło zdziwienie, ale nie dała tego po sobie poznać.
- Mamy z nim iść do Soul Society i wszystko uzgodnić - uważnie obserwowała siostrę, wolała nie musieć jej uspokajać.
Ignis zacisnęła dłoń na klamce i warknęła, nie podobało jej się to wcale, a wcale. Pod naporem spojrzenia Harenae weszła i trzasnęła drzwiami.
- A ja to już nie mam nic do powiedzenia? - mruknął Toshiro, który z powrotem się położył, odpoczywając.
- Nie - odpowiedział mu chóralny okrzyk zebranych jinchuriki.
Toshiro zasłonił ręką twarz i westchnął, w szale z powodu tej całej sytuacji kompletnie zapomniał, że musi wrócić do Soul Society. Rozszerzył oczy z pewnego rodzaju strachu, kiedy uświadomił sobie jedną rzecz. Skoro jinchuriki zostali wygnani z Soul Society, to co będzie z nim. Może i dowiedział się o tym po ich wygnaniu, ale jednak rada czterdziestu sześciu jest w pewnych sprawach strasznie uparta. Poderwał się do siadu, ignorując palący ból.
- A co z Soul Society i byciem shinigami? 
Harenae spojrzała na niego, jednak wyglądała jakby się zamyśliła, dlatego odwrócił wzrok na Simia, nawet jeżeli go nie polubił to mógł mu to wytłumaczyć, jednak i on zamilkł. Swoją ostatnią nadzieję pokładł w Ignis, która widząc jego strach westchnęła.
- Szczerze powiedziawszy nie wiem. Takimi sprawami zajmuje się piątka, nie ja - odpowiedziała. - Więc nie patrz się tak na mnie! - dodała widząc jego zrezygnowany wzrok.
- Jak tylko wypoczniesz, wyruszamy. Im szybciej to zrobimy tym szybciej stamtąd pójdziemy.

piątek, 18 sierpnia 2017

Rozdział 3

Toshiro zacisnął ręce w pięści i przyglądając się im, próbował uspokoić rozszalałe myśli. Jinchuriki uważani byli za potwory, a on był jednym z nich, był rozszalałym potworem żądnym krwi, który zabije wszystkich bez wyjątku. Oparł łokieć na stoliku i wsunął rękę we włosy, zaciskając ją. Miał nikłą nadzieję, że ból otrzeźwi go choć na tyle, by zastanowić się nad tym na spokojnie. Jednak czynność przywołała odwrotny skutek. Jak zza ściany słyszał zaniepokojone głosy towarzyszy. Nie miał nawet siły poprawić Kurosakiego, że nie jest Toshiro tylko kapitan Hitsugaya. Pomimo tego jeden głos słyszał nad wyraz wyraźnie. Wołał go, kusił zawartą w nim potęgą, nalegał. Wiedział, że nie powinien, że powinien się opanować, tak jak na kapitana przystało, ale nie potrafił, głos był zbyt silny. Czuł narastającą siłę, czuł się niepokonany, jednak wiedział, że traci kontrolę nad swoim ciałem. Gdzieś w głębi wiedział, wiedział że głos należał do bestii, że jeżeli się nie opanuje naprawdę stanie się krwiożerczą bestią. Ale ta ciemność, która go otaczała była tak przyjemna, nikły chłód, który go otaczał działał tak uspokajająco. Przecież nic się nie stanie, jeśli zostanie tu jeszcze chwilkę.
Harenae z rozmachem otworzyła drzwi do sklepu Urahary. Czuła silną energię trójki, za silną. Reiatsu oddziaływało również na jej bestię, która próbowała się uwolnić, dołączyć do rzezi. Jej siostra, Ignis została na zewnątrz. Stwierdziła, że sama sobie zupełnie poradzi, chociaż Harenae wiedziała jaki był prawdziwy powód, nienawidziła shinigami, ludzi i wszystkiego co miało z nimi cokolwiek wspólnego. O dziwo Jinchuriki uważała za kompletnie inny gatunek, może nawet lepszy, chociaż tego na głos nigdy nie powiedziała. Minęła dziewczynkę i chłopca, którzy coś krzyczeli, że właściciel jest zajęty. Zignorowała ich, przecież nie o Uraharę jej chodziło, dobrze go znała, tak samo jak jego umiejętności w poskramianiu jinchuriki, którzy stracili kontrolę. Jednym słowem, były zerowe. Otworzyła kolejne drzwi i zamarła. Chłopak kompletnie stracił panowanie nad sobą, wokół niego wirowało czerwone reiatsu, skutecznie odpychając przyjaciół, którzy próbowali do niego dotrzeć coś krzycząc. Z doświadczenia wiedziała, że słowa nic nie dają, znała tylko jeden przypadek, gdzie słowa były wystarczające, jednak teraz nie miała koło siebie dziewiątki.
- Odsuńcie się! - Krzyknęła, próbując zagłuszyć szalejący wiatr, spowodowany tak silnym reiatsu.
Prychnęła, zauważając jak Urahara ignorując jej rozkaz próbuje nieudolnie przebić mieczem, wysuniętym z laski, krążące reiatsu. Jedynie bardziej rozwścieczał trójkę, byle tak dalej, a wszyscy zginą. Chwyciła Uraharę za tył płaszcza i siłą odrzuciła go w kierunku Yoruichi, która już wcześniej zebrała grupę i odsunęła się, słysząc jej głos.
- Dobra - mruknęła i ukucnęła na przeciwko chłopaka. - Teraz tylko spokojnie, żeby czegoś nie rozwalić.
Jego oczy, czerwone z zieloną tęczówką , przywoływały jedynie złe wspomnienia. Podwinęła prawy rękaw, w przeciwieństwie do swojej siostry była leworęczna, dlatego do takich rzeczy używała prawej ręki, żeby przypadkiem nie wysunąć miecza i nie wbić go wprost w czaszkę osoby, której miała pomóc. Otoczyła rękę, aż do łokcia, własnym reiatsu, wmieszała w to trochę energii bestii. Zbliżyła dłoń do reiatsu chłopaka, które tak jak się spodziewała, zareagowało obronnie, atakując ją. Pomimo tego dalej brnęła, do momentu, aż w końcu przedostała się przez pole ochronne. Reiatsu raniło ją coraz bardziej, jednak jedynka jest słabsza od trójki. Przyłożyła dłoń do czoła chłopaka i pchnęła delikatnie, przynajmniej w jej mniemaniu, a dokładniej w mniemaniu jinchuriki. Jednak siła, która mogłaby powalić konia na chłopaku nie zrobiła większego wrażenia, jak siedział tak siedział. Dziewczyna zabrała dłoń, dezaktywowała powłokę jaką się otoczyła i obserwowała. W miejscu gdzie uderzyła pojawiła się czarna kropka, która powoli rozrastała się, obejmując całe ciało Toshiro. Im większą część zajmowało, tym reiatsu trójki bardziej nikło, aż w końcu zniknęło całkowicie, tak samo jak czarne wzory. Złapała chłopaka, kiedy zemdlał i delikatnie położyła go na ziemi. Może i nie przepadała za shinigami, którym tamten był, jednak dobrze znała wycieńczenie, które towarzyszyło przy pierwszym przejęciu kontroli. Wstała i otrzepała się z niewidocznych pyłków, następnie odwróciła się i spojrzała obojętnie na Uraharę.
- Kisuke, ty jesteś głuchy czy głupi? - zapytała wprost.
Jednak nie otrzymała od niego odpowiedzi, do 'rozmowy' wtrącił się Kurosaki, który wyrwał się z uścisku Yoruichi i zerwał się na równe nogi, wyciągając w jej kierunku swoje zanpakuto.
- Gdzie zgubiłaś swojego klona?
Spojrzała na niego jak na idiotę i niekontrolowanie przechyliła głowę na lewą stronę. Nie przypominała sobie, by kiedykolwiek stwarzała klona, a przynajmniej nie celowo. A nawet jeśli, to nigdy przecież nie pokazywała tego któremuś z zebranych. Chyba że...
- Czy ty porównujesz moją siostrę z jakimś marnym klonem?
Wokół niej zebrała się minimalna ilość reiatsu bestii. Miała nad tym całkowitą kontrolę, dlatego nie martwiła się, że straci panowanie, jak to było z Toshiro. Pomimo małej ilości, przynajmniej według niej, reiatsu trójka ludzi nieco się ugięła pod jego ciężarem. Yoruichi i Urahara spokojnie stali, obserwując interesującą sprzeczkę. Używając jeszcze szybszego shunpo niż zwykle podbiegła do chłopaka, zręcznie omijając miecz i pięścią przyłożyła mu w policzek. Chłopak zachwiał się od uderzenia i upadł na podłogę.
- Nigdy więcej nawet nie próbuj porównywać naszej siły do marnych klonów - chwyciła go za przód kimona i podciągnęła, unosząc minimalnie ponad ziemię. - Zrozumiałeś? - wysyczała.
- Już, już - Urahara zamachał wachlarzem w uspakajającym geście. - Bo zaraz będziemy mieć ofiary śmiertelne, a ja nie mam gdzie schować ciał, ostatnia szafa jest już zapełniona.
Puściła chłopaka, który ponownie wylądował na ziemi i prychnęła niczym rozjuszona kotka. Otaksowała wzrokiem całą gromadkę i w końcu, oparła się o ścianę z założonymi rękami, czekając na dalszy rozwój sytuacji. Jeżeli Ignis znudzi się czekanie sama przyjdzie, ona bynajmniej nie miała zamiaru wlec się po nią.
Toshiro zacisnął i tak już zamknięte powieki, by po chwili niepewnie je otworzyć. Czuł się jak po walce, w której dostał niezły łomot. Z trudem oparł się na ręce i podniósł. Rozejrzał się po pomieszczeniu i zamrugał parę razy, upewniając się, że to co widzi nie jest snem. Kurosaki leżał rozłożony na łopatki, Sado, Ishida i Orihime ciężko sapali, Yoruichi i Urahara uśmiechali się jakby niewinnie, a przy ścianie oparta była jedna z bliźniaczek, które im wcześniej pomogły. Nieważne jak bardzo próbował przypomnieć sobie co zaszło, to sytuacja sprzed chwili była dla niego jedną, wielką, czarną dziurą. Spróbował się podnieść, żeby usiąść w miarę normalnie, a tym bardziej w wygodniejszej pozycji, ale sapnął z wycieńczenia i wyłożył się jak długi na ziemi.
- Nie radzę - kątem oka spojrzał na dziewczynę. - Isobu przejął nad tobą kontrolę, nie całkiem oczywiście, ale wywarł na tobie wystarczająco mocny wpływ, żebyś był teraz wymęczony.
Zbliżyła się do niego i przycisnęła jego głowę do poduszki, odbierając mu na chwilę dech. Jednak co najgorsze było dla chłopaka to to, że ktoś przed chwilą siedział na tej poduszce, tyłkiem.
- Więc leż i śpij.
Zepchnął z siebie dłoń dziewczyny i zerwał się gwałtownie, zirytowany patrząc na dziewczynę. Teraz nie liczyło się, że przed nim stała jinchuriki, w dodatku wyszkolona, co sprawiało, że jest dla niego niebezpieczna. Był zirytowany i to mocno.
- Nie traktuj mnie jak dziecka! - krzyknął i nagle zgiął się w pół.
Padł na podłogę jak długi i jęknął, kiedy teraz sam z własnej woli wylądował na tej samej poduszce.
- A nie mówiłam?

Rozdział 2

Ichigo otworzył drzwi do sklepu Urahary i odsunął się, przepuszczając Ishidę i Sado, a następnie Toshiro i Inoue. Wszedł za nimi do budynku i zamknął drzwi. Kurosaki rozejrzał się po pomieszczeniu i omal nie podskoczył, kiedy zza niego wydobył się głos.
- Spodziewałem się tu was - Urahara zakrył ogromny uśmiech swoim nieodłącznym wachlarzem. - Herbatki? - Zapytał jak gdyby nigdy nic.
Nie czekając na odpowiedź machnął do zmiatającej podłogę Ururu, która na niemą prośbę odłożyła miotłę i wyszła do pokoju obok, by przygotować napar. Urahara zaprowadził grupę do małego stoliczka wokół którego rozłożone były poduszki. Siedziała już tam Yoruichi w swojej człowieczej formie. Usiedli wygodnie i wlepili wzrok w Uraharę, oczekując odpowiedzi na niezadane pytania.
- Więc zgaduję, że jesteście tu, by dowiedzieć się więcej o waszym wrogu - Urahara uderzył wachlarzem w wierzch dłoni, składając go. Położył go na stoliczku przed sobą, a uśmiech zniknął z jego twarzy. - Najpewniej był to łowca, głównie zajmuje się 'wysysaniem' reiatsu, lub wyciąganiem zapieczętowanych demonów. Zwykle je po prostu pieczętuje w zwoju, ale może także wykorzystać moc do własnego użytku.
Ishida poprawił okulary i spojrzał na Uraharę.
- Mówiąc demony, masz na myśli pustych? - Wolał się upewnić, nigdy nie było wiadome o czym dokładnie myśli ten pokręcony shinigami.
- Nie - Yoruichi wtrąciła się, wprawiając w osłupienie słuchaczy. - Mówiąc demon mamy na myśli demona. Wcześniej pojęcie Jinchuriki było dość znane, jednak wiele lat temu rada czterdziestu sześciu postarała się, żeby usunąć ich z historii.
Orihime przyłożyła ręce do piersi i zwiesiła głowę, zastanawiając się co takiego musieli zrobić, żeby zasłużyć na tak okropną karę od strony rady. Jednak dobrze wiedziała, że rada była dość dziwna i wyniosła i traktowała nawet najmniejsze przewinienie jak najgorszą zbrodnię.
- Dlaczego? - Toshiro uważnie obserwował rozmówców, próbując cokolwiek wywnioskować po samej mowie ciała. - W akademii nawet nie napomknęli, że ktoś taki istniał.
Do pokoju weszła Ururu, niosąc w rękach tacę z parującą herbatą. Przed każdą osobą postawiła kubek, schyliła się delikatnie i wyszła. Urahara chwycił kubek i upił łyk herbaty. Westchnął, czując na sobie ponaglający wzrok grupy.
- Powiedzmy, że Jinchuriki w niektórych momentach byli nieobliczalni - zaczął. - Demony, które mieli w sobie zapieczętowane miały na nich zbyt duży wpływ. Każda silniejsza negatywna emocja sprawiała, że tracili kontrolę...
- A wtedy stawali się potworami, mordercami - Yoruichi wtrąciła się. - Zabijali każdego kto stanął im na drodze.
Popatrzyła na kubek z herbatą, a jej spojrzenie zrobiło się nieco mgliste, gdy wspomnieniami wracała do swojego pierwszego spotkania z Jinchuriki.
Wspomnienie
Mała dziewczynka przerażona cofała się, z jej rozszerzonych oczu spływały łzy. Kręciła lekko głową, jakby nie dowierzając, jakby mając nadzieję, że to tylko zły sen. Wokół niej leżeli martwi shinigami, ich ciała były zmasakrowane. Z trudem rozpoznała nawet paru poruczników. W środku całego pobojowiska był mężczyzna, stał jak pies, na czterech łapach. Otaczała go czerwona powłoka, w okolicy końca pleców powłoka tworzyła ogon. Jego blond włosy poplamione były krwią, czerwone oczy z pionową źrenicą wściekle wpatrywały się dziewczynkę. Strój był porwany, poplamiony krwią i piachem. Mężczyzna prychał i warczał niczym zwierzę. Reiatsu jakim emanował było potężne, dziewczynka nie miała siły by biec, mogła ledwie iść. Kiedy mężczyzna rzucił się do ataku, dziewczynka zamknęła oczy i zasłoniła twarz rękami, jakby to cokolwiek mogło dać. Jednak atak ani ból nie nadchodził, a samo reiatsu straciło na sile. Dziewczynka opuściła ostrożnie ręce i otworzyła oczy. Omal nie krzyknęła dostrzegając przed sobą leżącego mężczyznę z wbitym w plecy łańcuchem. Podskoczyła jednak, kiedy ktoś położył jej rękę na ramieniu, przerażona odwróciła się, gotowa do błyskawicznej ucieczki. Uspokoiła się dostrzegając współczujący uśmiech i to, że jej bohater miał w ręce łańcuch, który powalił wroga. Jedyne co ją niepokoiło to to, że całe reiatsu wyciągane z tamtego człowieka tajemniczo znikało w zwoju.
- Nie martw się, już po wszystkim - jej bohater wyszeptał cicho i poklepał ją po głowie.
Koniec wspomnienia
- Zwykle później demon był pieczętowany w niemowlaku, który stawał się kolejnym jinchuriki - Yoruichi upiła trochę herbaty i kontynuowała. - Jego moc była za silna na zwój, który niszczył się coraz bardziej, najdłużej mógł w nim przebywać dwa dni, potem się uwalniał.
W pokoju zapanowała niezmącona cisza, dostarczone informacje były przerażające. Tak samo jak fakt spotkania jednego z tych, którzy poskramiali te potwory.
- Znaczy ci 'jinchuriki' - Ishida podkreślił ostatnie słowo gestem rąk. - Biegają sobie od tak na wolności bez żadnych ograniczeń?
Urahara z powrotem wziął do ręki swój wachlarz i zasłonił nim się nieco, ukrywając ogromny uśmiech.
- Oczywiście - potwierdził najgorsze przypuszczenia. - Jednak nauczyli się kontrolować destrukcyjną moc demonów.
Inoue zacisnęła ręce na kolanach i utkwiła swój niepewny wzrok w Uraharze i Yoruichi.
- A nie próbowali później wrócić do Soul Society? Jeżeli nad tym panowali to nie stanowili już zagrożenia.
Urahara i Yoruichi spojrzeli po sobie i westchnęli.
- Źle zrozumiałaś, Inoue - zaczęła Yoruichi. - Oni opanowali to jeszcze w czasie mieszkania w Soul Society. To rada zdecydowała, że jeżeli już nad sobą panują to nie zaatakują ich, kiedy wydadzą rozkaz wygnania. Po prostu wykorzystali ten fakt do pozbycia się ich.
- Dlaczego?! - Ichigo zerwał się ze swojego miejsca, prawie wylewając herbatę. - Przecież byliby silnymi sprzymierzeńcami, szczególnie teraz z Aizenem!
Urahara pomachał ręką w kierunku Kurosakiego, prosząc by usiadł spokojnie i wysłuchał ich do końca.
- Nadal byli niebezpieczni. Ich kodeks moralny nieco się różnił od naszego - Urahara wstał i z szafki za nimi wyciągnął cienką teczką. - Ich pierwszym celem było przetrwać. A łowcy przyjęli za główny punkt honoru wyciągnięcie z nich demonów i zapieczętowanie w kimś innym. Tak naprawdę niczemu to nie służyło, jedynie dodawało kolejnych treningów, żeby zapanować nad demonem.
Otworzył teczkę i wyciągnął z niej kilka zdjęć i plik kartek zapisanych równym, starannym pismem.Przysunął zdjęcia do grupy. Orihime z niemym krzykiem zasłoniła usta ręką i przerażona patrzyła na fotografię. Sado pozostał niewzruszony, jednak Ishida i Toshiro wzdrygnęli się lekko. Ichigio rozszerzył z niedowierzania oczy i zacisnął ręce na kubku. Na zdjęciach pokazane były zmasakrowane ciała ludzi, najpewniej łowców, bo obok nich leżały łańcuchy, takie same jakimi posługiwał się ich poprzedni przeciwnik.
- To łowcy, którzy próbowali zabrać demony, ale byli zbyt słabi, by przeciwstawić się ich potędze - Yoruichi chwyciła jedno ze zdjęć, spojrzała na nie i westchnęła. - Było to ich najgłupsze i ostatnie działanie.
- Dlaczego Jinchuriki tak bronili demonów? - Toshiro odsunął od siebie zdjęcie, z lekką obawą obserwując rozmówców. - Skoro byli tak przez ludzi znienawidzeni za te demony to dlaczego ich nie oddawali?
- Jinchuriki z którego wyciągnięty zostaje demon, umiera.
Wszyscy zamilkli i z niepokojem wpatrywali się Uraharę. Ichigo poprawił się na poduszce i nie omal krzyknął kiedy przypomniał sobie o jeszcze jednym szczególe.
- Kim mogły być te dwa klony, które nam pomogły? - wypalił.
- To były bliźniaczki, Kurosaki - Hitsugaya spojrzał na Ichigo jak na kompletnego idiotę.
Sado i Ishida rozejrzeli się zdezorientowani po grupce i dopiero wtedy przyszło im na myśl, że dziewczyny musiały przybyć już po ich niespodziewanym zemdleniu.
- Hm... Jak wyglądały?
- Zielone długie włosy, pomarańczowe oczy - szybko streściła je Orihime.
Urahara przez chwilę zamyślił się i kiedy wszyscy już myśleli, że nie odpowie uśmiechnął się szeroko i zakrył wachlarzem.
- Musiały to być Ignis i Harenae. Bliźniaczki - tutaj skinął Hitsugayi, jakby potwierdzając jego wcześniejsze słowa -  jinchuriki jedno i dwu ogoniastego demona.
- jinchuriki...?
Orihime zamarła z kubkiem w ręce i spojrzała na Uraharę, tak samo jak i reszta grupy. Ichigo przełknął rosnącą w gardle gulę i westchnął.
- Ale jest jeszcze jedno. Podczas walki ten łowca powiedział do Toshiro...
- Dla ciebie kapitan Hitsugaya - przerwał mu wspomniany chłopak.
- że jest niewyszkolony - kontynuował, nie zwracając uwagi na wtrącenie. - Dlaczego?
Urahara złożył wachlarz, pogrążając się na chwilę w myślach. Co chwila marszczył brwi i mamrotał coś pod nosem, jakby utwierdzając się we własnych przekonaniach. W końcu westchnął i nad wyraz poważnie spojrzał na kapitana.
- Na początku nie byłem pewien, reiatsu jinchuriki i shinigami jest podobne, w szczególności kiedy jinchuriki nie zdaje sobie sprawy kim jest. Jednak teraz mam już pewność. Wygląda na to, że jesteś jinchuriki.
Toshiro spojrzał na Uraharę przerażony. Nie mógł uwierzyć, że mógłby być czymś takim, czymś co tak zmasakrowało tych ludzi ze zdjęć, czymś takim jakim były te dwie dziewczyny, które z zimną krwią zamordowały człowieka. Spojrzał na swoje ręce, jakby doszukując się w nich odpowiedzi. Wyszeptał jedynie cicho 'co?'.
***
Bliźniaczki stały na dachu jednego z budynków. Z uwagą wpatrywały się w jeden punkt daleko przed nimi, był nim sklep Urahary.
- Jak myślisz powiedział mu już? - dziewczyna zerknęła na swoją siostrę.
Tamta zamknęła oczy i skupiła się. Z łatwością wyczuła reiatsu Hitsugayi, które nie było już spokojne jak przy ich ostatnim spotkaniu. Wzburzało się, szarpało i wręcz krzyczało.
- Tak, już zaczął mieć wątpliwości - otworzyła oczy i ruszyła krok do przodu. - Powinnyśmy się zbliżyć. No wiesz w razie czego, jakby stracił kontrolę - dodała, widząc niezadowoloną minę siostry.
- Niech będzie.

czwartek, 17 sierpnia 2017

Rozdział 1

Szyba sklepowa rozpadła się w drobny mak pod naporem stalowego łańcucha. Rozwścieczony mężczyzna przyciągnął do siebie broń i zaatakował walczącego z nim Shinigami.
- Kim jesteś?! - Chłopak zatrzymał łańcuch ogromnym mieczem i odrzucił go w bok. - Czego od nas chcesz?!
Odskoczył przed kolejnym łańcuchem, lądując obok swoich przyjaciół.
- To nie ma sensu, Kurosaki. Trzeba go pokonać, dopiero wtedy możemy przejść do zadawania pytań - chwycił za miecz zawieszony na jego plecach. - Zasiądź w zmrożonych niebiosach, Hyorinmaru!
Posłał w stronę mężczyzny ogromnego, lodowego smoka, który po drodze zamrażał wszystko czego dotknął. Zanim jednak twór dosięgnął przeciwnika, został opleciony łańcuchem. W tym samym momencie w stronę wroga poleciały strzały Quincy i El Directo. Oba ataki z łatwością zostały powstrzymane przez drugi łańcuch. Smok rozpadł się w pył, który natychmiast został wchłonięty przez broń. Mężczyzna uśmiechnął się obsesyjnie, oblizując językiem usta.
- Idealnie - wyszeptał.
Mocniej ścisnął łańcuchy i zarzucił nimi w kierunku Hitsugayi. Chłopak odskoczył, posyłając do walki kolejnego smoka. Kiedy i on został zniszczony, Ichigo zaatakował go, zakładając maskę na twarz.
- Nie wtrącaj się! - Mężczyzna wrzasnął i oplótł go łańcuchem.
Maska rozpadła się, a Ichigo kaszlnął krwią. Broń puściła chłopaka, który upadł na ziemię.
- Ichigo-kun! - Krzyknęła Orihime, będąc gotowa, by pobiec i pomóc przyjacielowi.
- Nie podchodź! - Jego głos przepełniony był strachem.
Koło niego pojawił się Hitsugaya i klęknął, aby z nim normalnie porozmawiać.
- Co się stało, Kurosaki?
- Zabrał mi całe reiatsu - jego głos zadrżał. - W ogóle go nie czuję.
- Co? - Hitsugaya szepnął cicho.
Toshiro mocniej złapał Hyorinmaru i wstał, szykując się do ataku.
- Bankai!
Ogromne lodowe skrzydła rozpostarły się, a nogi i ręce Hitsugayi pokrył lód. Przeciwnik warknął i zamachnął się łańcuchami.
- Zacznij w końcu walczyć na poważnie! - Wrzasnął, zmieniając tor jednej z broni.
- Co masz na myśli? - Hitsugaya spojrzał na niego, przygotowując się do ataku, oplótł rękę przeciwnika łańcuchem, zamrażając ją. - Dlaczego sądzisz, że nie walczę na poważnie?
Łańcuch oplótł Ishidę i Sado, zabierając ich reiatsu. Po chwili obydwaj padli nieprzytomni na ziemię. Podbiegła do nich, cała we łzach Orihime i zajęła się ich uleczaniem. Wróg uśmiechnął się psychicznie i zaatakował Toshiro. Chłopak ledwie uniknął ataku, lądując na jednym z okolicznych budynków.
- Jesteś jeszcze niewyszkolonym, co. Tym lepiej dla mnie! - Zaśmiał się obsesyjnie, posyłając jeden z łańcuchów w stronę Hitsugayi, natomiast drugi wycelował w Orihime.
Toshiro mocniej zacisnął ręce na katanie i przygotował się do ataku, kiedy łańcuchy zatrzymały się. Broń powstrzymały dwie dziewczyny, będące jak jedna kropla wody. Były takie same, żaden szczegół się nie różnił. W tym samym momencie pociągnęły za łańcuchy, które rozsypały się w proch.
- C-co? - Mężczyzna wyjąkał zdziwiony, cofając się do tyłu.
Prawy rękaw swetra jednej z dziewczyn został rozerwany, przez silne reiatsu krążące wokół jej ręki, ukazując obszerny tatuaż. Farba marszczyła się i topiła spływając do dłoni, gdzie kształtował się miecz. Przez cały ten czas dziewczyna zbliżała się do wroga, który otoczony był jej reiatsu by nie mógł uciec. Gdy zbliżyła się do niego na odległość ręki, przecięła go na pół. Mężczyzna padł martwy na ziemię.
- Co? Moje reiatsu wróciło - wyszeptał Ichigo, jednak na tyle głośno, że reszta go usłyszała.
- Oczywiście, gdy pokonasz tak słabego łowcę, moc wraca - jedna z dziewczyn spojrzała na chłopaka. - Ale nie sądziłyśmy, że taki przeciwnik sprawi wam, aż tyle problemów.
Orihime wstała od przyjaciół, którzy powoli zaczęli się budzić. Dezaktywowała leczniczą powłokę i odwróciła się do nieznajomych. Ścisnęła ręce w pięści i spojrzała na dziewczyny.
- Kim jesteście?
Dziewczyna ze zniszczonym rękawem zbliżyła ostrze miecza do ramienia, który przemienił się w tatuaż. Dopiero wtedy spojrzała na rozmówców.
- Nie mamy obowiązku odpowiadać na wasze pytania - zerknęła na każdą osobę. - Jesteśmy tu tylko z powodu łowcy.
Przejechała dłonią nad ramieniem, tworząc nowy rękaw. Grupa spojrzała na nią z niedowierzaniem, jednak druga dziewczyna westchnęła tylko.
- Czym wy jesteście? I jakim cudem tak łatwo go pokonałyście? - Ichigo zerwał się z ziemi i wycelował w dziewczyny mieczem. - Odpowiadajcie!
Bliźniaczki spojrzały na siebie obojętnie i odwróciły się, wskakując na najbliższy budynek. Zatrzymały się na nim i przez chwilę w ciszy obserwowały niebo.
- Kisuke Urahara ma informację, które mogą wam się przydać - rzuciła jedna i obydwie zniknęły, zostawiając grupę w rozsypce.
***
Opowiadanie jest też udostępniane na wattpadzie ;)

Prolog

Na jednym z budynków stała niewysoka dziewczyna, spokojnie obserwując otoczenie. Długie zielone włosy zostały spięte w wysoką kitkę, a grzywka zasłaniała prawe oko, pomarańczowego koloru. Ubrana była w luźny biały sweter i czarne przylegające spodnie. Na stopy założyła zwykłe białe tenisówki. Dziewczyna zewsząd wyczuwała reiatsu, każdy człowiek emanował nim choć w małym stopniu. Nastolatka jednak skupiła się na siedmiu najsilniejszych źródłach mocy. Jedno z nich szybko zmierzało w jej kierunku, pozostałe sześć skupionych było na walce.
- Łowca - dziewczyna odwróciła się w stronę głosu. - Dość słaby, ale dla niewyszkolonego duży problem.
Przed dziewczyną stało jej idealne odzwierciedlenie, jej siostra bliźniaczka.
- Jest tam trójka, co nie? - Rzuciła jakby w przestrzeń.
- Tak, niestety. Na to wygląda, że nasze spokojne życie się skończyło.
Dziewczyna prychnęła i uśmiechnęła się kpiąco, zwracając twarz ku bezchmurnemu niebu.
- Niby w którym momencie ono było spokojne.
*** 
Opowiadanie jest crossoverem Naruto i Bleach, jednak z Naruto są tylko ogoniaste bestie ;)